7 aktualna temperatura 15 °C
ciśnienie 1015 hPa pm2.5 4 μg/m3
Wspaniałe powietrze! wilgotność 66% pm10 6 μg/m3

Kochankowie z Saskiej Kępy - historia miłosna Agnieszki Osieckiej i Marka Hłaski

Saska Kępa w roli artystycznej mekki Warszawy sprawdzała się doskonale. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że była to dzielnica popularna wśród artystów. Zamieszkiwali i spotykali się tutaj aktorzy, śpiewacy, malarze, architekci, kompozytorzy, pisarze oraz wielu innych ludzi tzw. wolnego zawodu. Formowali się w grupy, widywali w kawiarniach… Ot, grali jedną z głównych ról w towarzyskim życiu stolicy. Historie, które się pomiędzy nimi zawiązywały, formowały się w głębokie relacje, przyjaźnie i… miłości. Jednej z nich jesteśmy dłużni ten artykuł.

Naczelną artystką, która do dziś niezmiennie kojarzy się z dzielnicą Saskiej Kępy, jest Agnieszka Osiecka. To postać, do której będziemy pewnie jeszcze powracać nie raz - tyle jest o niej do napisania! Tym razem nie o samej artystce, a o jej artystycznej miłości, o wielkim romansie na miarę Hollywood i o przygniatającej rzeczywistości na miarę Polski za żelazną kurtyną.

Na tę chwilę kurtyna w górę - przed Państwem Marek Hłasko i Agnieszka Osiecka

14 czerwca minęło 50 lat od śmierci Marka Hłaski, którego historia intensywnie przeplotła się z życiorysem sasko-kępskiej artystki. Początek sięga roku 1956. Niestety lata 50. I 60. w Polsce, to marny czas na miłość. Był to raczej czas zabawy w miłość, która konsumowana razem z litrami alkoholu, kawy i słowa pisanego, była zdecydowanie bardziej atrakcyjna niż oklepana stabilizacja. Wbrew pozorom, rewolucja obyczajowa dotarła do Polski jeszcze zanim stała się modna na Zachodzie.

Poznali się jesienią. Ona miała 19 lat, dopiero co zaczęła studiować reżyserię w łódzkiej Filmówce. Ogrom swojego czasu poświęcała również Studenckiemu Teatrowi Satyryków (STS), dla którego pisywała „bzdety liryczne”. On miał 24 lata, był wschodzącą gwiazdą sceny literackiej i prawdziwie niepokorną duszą, a do tego był łudząco podobny do Jamesa Deana, na którego z resztą sam chciał się wzorować.

Pewnego jesiennego dnia odniosła Markowi książkę, którą pożyczyła od niego ich wspólna koleżanka. Podobno w międzyczasie zdążyła się ona z Hłasko pokłócić i poprosiła Agnieszkę o wyświadczenie jej przysługi. Spotkanie było im pisane choćby nawet tej pożyczonej książki w ich historii zabrakło; zapewne zobaczyliby się na spektaklach STS-u, na których on był częstym gościem.

Dwie barwne, artystyczne dusze, które komponowały swoje życie niczym wciągającą powieść i zabawną anegdotę. Przyciągali ludzi jak magnes, uwielbiali być w centrum uwagi, dostarczali znajomym i przyjaciołom tematów do plotek, a tłumy ich uwielbiały. Hłasko szybko stał się warszawskim człowiekiem-legendą i to niekoniecznie za sprawą jego literackich osiągnięć w tak młodym wieku. Do jego popularności przysłużyły się bardziej nocne przygody, którym sam dodawał kolorów. Można było go spotkać w Kameralnej, gdzie pojawiał się zwykle dopiero po północy. Pił dużo i nie zawsze był potem skory do rozmów. Ludzie cisnęli się do baru, żeby chociaż chwilę poprzebywać niedaleko „tego Hłaski”, ale nie każdy miał odwagę się do niego odezwać.

Agnieszka była bardzo popularną, wschodzącą gwiazdą sceny artystycznej, ale stanowiła towarzyskie przeciwieństwo Hłaski. Wiecznie roześmiana, przyciągała ludzi do siebie, fascynowała i toczyła wiele interesujących rozmów. Kokietując i flirtując z kilkoma chłopakami na raz czuła się jak ryba w wodzie.

Panna z dobrego domu i proletariacki książę z bajki

Kiedy się poznali, on leczył jeszcze swoje rany po wielkiej miłości z Hanną Golde, 10 lat od niego starszą mężatką z dwójką dzieci. Poznanie Agnieszki było dla Hłasko plastrem miodu na złamane serce i skutecznym rozproszeniem uwagi. Szybko zbliżyli się do siebie, chociaż poetka wielokrotnie podkreślała, że na początku byli tylko znajomymi i to dość odległymi. Natomiast plotki o niej samej głoszą, że początkowa obojętność i zdystansowanie Hłaski podziałały na nią jak płachta na byka i pierwsza zaczęła o niego zabiegać. Komu i czemu dziś wierzyć? :) Na przykład do dziś zachowanym, a nawet oficjalnie wydanym listom, które pisywała do siebie ta dwójka. Poza korespondencją równie często dzwonili do siebie i składali wizyty. Marek był bardzo częstym gościem u Osieckich na Saskiej Kępie, czego nie umiał zaakceptować ojciec artystki. Hłasko był dla niego zbuntowanym pijakiem z niepewnym zawodem, zdecydowanie nieodpowiednim kandydatem dla jego ukochanej księżniczki. Agnieszka, w kwestii dotyczącej jej relacji, jak i z resztą w wielu innych, nie brała zdania innych pod uwagę. Marek nazywał Osiecką panienką z dobrego domu i sam zgrywał przed nią twardziela. Ona też nie pozostawała mu dłużna i nazywała go proletariackim księciem. Ale za to z bajki. W dodatku wszystkie koleżanki jej go zazdrościły…

„Nie odkładajcie na później miłości.”

Wspólny świat nie był ich jedynym, każde z taką samą intensywnością było zakochane również w innych rzeczach: Hłasko oddawał się pisaniu scenariuszy, a Osiecka skupiała się na nowych studiach w łódzkiej Filmówce. Poza tym sporo podróżowała, a to Mazury, a to Francja… Po latach podsumowała owy czas w ten sposób: „Zamiast świętować miłość, to się tak kręciłam. Myślałam, że zawsze będziemy młodzi, że świat poczeka. Nic nie poczekało. Nie odkładajcie na później piosenek, egzaminów, dentysty, a przede wszystkim nie odkładajcie na później miłości”.

Miłość na odległość

Agnieszka się kręciła, ale Markowi też nie dane było usiedzieć w jednym miejscu. Władza nie akceptowała jego odważnej twórczości, odrzucono kolejne opowiadania i nie minęło dużo czasu, żeby zaczął myśleć o wyjeździe. „Ale najpierw zaręczył się ze mną po szlachecku, z udziałem obu mamuś i swego ojczyma (mój stary nie chciał mieć z tym nic wspólnego). Pięknie było” – pisała Agnieszka.

I w ten sposób z pierścionkiem na palcu i z tytułem „narzeczeni”, rozdzielili się na lata. Nie było to oczywiście ich pierwotnym planem, bo przecież jaki sens miałyby całe „szlacheckie” zaręczyny? Jednak los spłatał im figla i krótko po tym jak Hłasko wyemigrował do Paryża, otrzymał zakaz powrotu do kraju. Zakochanym pozostała już teraz tylko korespondencja, która z perspektywy czasu stała się piękną literaturą - intensywną, romantyczną i rozpaczliwą.

Ateny, 21 I 1959
Kochanie moje!
Piszę do Ciebie z lotniska, gdzie mam dwie godziny czasu – potem lecę do Tel Awiwu. Kochanie moje, nie wiem, co Ci pisać, co Ci powiedzieć, aby Ci było łatwiej, i co ci powiedzieć, abyś uwierzyła i abyś myślała, że jestem już z Tobą. Nigdy nie myślałem, że będę Cię tak kochać, jak Cię kocham, i że tyle zyskam.

Marek*

Nie mogła przyjść góra do Mahometa, to Mahomet spróbował przybyć do góry, ale na darmo. Osiecka nie dostała paszportu i nie mogła dojechać do Marka. W jednym z listów do niej zaproponował jej ślub przez pośrednika.

„Zapytaj się kogoś rozsądnego, czy w moim przypadku istnieje możliwość ślubu z Tobą na odległość. I napisz mi o tym szczegółowo. Jeśli to możliwe, to zaraz to załatwimy, a przynajmniej połowę kłopotów będę miał za sobą.”

Zgodziła się, ale w tym momencie romantyczna historia się urywa. „Wystawił mnie do wiatru. Po prostu przestał pisać.” - mówi we wspomnieniach Agnieszka.

„Jeszcze będziesz mówić: życie mi złamałeś, łobuzie…”

Grudzień 1959 r. - Agnieszka dostaje od Marka ostatni list, w którym pociesza ją słowami: „Jeszcze będzie wszystko dobrze, jeszcze będziesz mówić: życie mi złamałeś, łobuzie… Gdyby nie to, że za Ciebie wyszłam… (…) Przyjdzie czas, kiedy wrócę do Ciebie i będę już na zawsze Twoim alfonsem i omegą”.

Spotkali się po 10 latach, w 1966 roku, w Los Angeles. Hłasko dwa lata wcześniej przyjechał do USA ze swoją żoną, Sonją Ziemann, na zlecenie Romana Polańskiego, dla którego miał napisać scenariusz. Niewiele słyszano o spotkaniu byłej pary narzeczonych. Wiadomo tylko, że oboje byli już wtedy zupełnie innymi ludźmi. On żonaty, ale z ciążącą nad nim wizją rozwodu, na skraju kolejnej historii miłosnej i po rocznym leczeniu psychiatrycznym. Ona - dwukrotna rozwódka, kochanka Jeremiego Przybory, a przede wszystkim królowa warszawskiej cyganerii. Zdążyli przez tę dekadę z siebie wyrosnąć. Po latach Agnieszka Osiecka gdybała i snuła wizje o ich relacji. Jeśli Hłasko by wrócił, to pewnie zostałaby jego żoną, a potem? Potem zapewne by się rozwiedli.

Więcej o Agnieszce na naszym portalu:

Dorota Falkowska

*„Marek Hłasko. Listy”, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2014