POMIAR NA ŻYWO (ulica Zwycięzców)
20 aktualna temperatura 4°C
ciśnienie 1011 hPa pm2.5 12 μg/m3
wspaniałe powietrze! wilgotność 54% pm10 16 μg/m3

Saska Expo, czyli siła oryginalności

W latach 30. XX wieku włodarze Saskiej Kępy chcieli olśnić cały świat organizując na terenie dzielnicy olbrzymią wystawę międzynarodową. Ale z zamysłu zrezygnowano - wybuchła wojna i nie mógł on zostać zrealizowany. Później o nim całkowicie zapomniano. Nawiązać do przedwojennej idei udało się dopiero teraz, w czerwcu 2011 roku. W jaki sposób? Organizując pierwsze w historii Saska Expo!

Wracamy do tej idei na swój sposób. Pierwszy raz wspólnie coś organizujemy, mimo, że działamy tu już od dawna - wyjaśnia Katarzyna Kazimierzowska, jedna z inicjatorek. Chcieliśmy zrobić coś spontanicznego ponieważ kochamy naszą dzielnicę - dodaje Daniel Przygoda.

Powiew świeżości?

Wydarzenie odbyło się czwartego czerwca, czyli dokładnie w dwa tygodnie po Święcie Saskiej Kępy. Zbieżny okres czasu to zresztą nie jedyna analogia do imprezy, za której organizacją stoją władze Warszawy. Bo nominalnie Saska Expo, miało być podobnym wydarzeniem. Aczkolwiek z tą różnicą, że powstałym z inicjatywy samych mieszkańców i pozbawionym wad tego pierwszego - jak twierdzą - festyniarstwa i tandety. Zawierucha czasów zweryfikowała plany (organizacji wystawy przed wojną - przyp. red.). Dzisiejsza Saska Expo jednak to przede wszystkim impreza idealistyczna. Pracujemy non-profit, zależy nam na budowie lokalnej tkanki miasta. Kim jesteśmy? Znajomymi, nieznajomymi, sąsiadami, artystami, grafikami, filmowcami, właścicielami lokali. Po prostu nam zależy - opisuje Przygoda. Na ile udało się zbudować nową jakość w stosunku do Święta Saskiej Kępy? Oto jest pytanie!

Trzech muszkieterów

Pomysł organizacji Saska Expo wyszedł od przedstawicieli trzech popularnych miejsc na Saskiej Kępie: Kępa Cafe, Domu Funkcjonalnego i Galerii Czułość. Inicjatorzy wymarzyli sobie, aby wydarzenie miało bardziej "offowy" charakter niż Święto Saskiej Kępy. Ich priorytetem miało być zaprezentowanie creme de la creme klimatu dzielnicy, czyli jej najciekawszych miejsc i ludzi. Taki schemat przypadł do gustu restauratorom, właścicielom bistro i innych lokali. W efekcie, do organizacji przedsięwzięcia włączyło się przeszło 20 miejsc. To dużo, biorąc pod uwagę fakt, iż wszyscy wiedzieli, iż to pierwsza taka, a w dodatku lokalna (pozbawiona potężnego budżetu i dofinansowania) inwestycja. Zależy nam na tym, aby to było święto naprawdę lokalne, nawiązujące do miejscowej tradycji spotkań i wspólnego muzykowania - tłumaczyła Alicja Pękalska z Kępa Cafe.

Bazarowi - stop!

Przyłączenie się do inicjatywy wiązało się jednocześnie z poniesieniem sporego ryzyka ze strony właścicieli - każdy był zdany niemal wyłącznie sam na siebie i musiał... zabiegać o odwiedzających na własną rękę. Dlaczego? Główni organizatorzy odeszli od koncepcji ulicznego jarmarku, lub pochodu, ponieważ nie było na to pieniędzy. Saska Expo miało się odbywać wyłącznie wewnątrz lub w pobliżu zrzeszonych miejsc. Z jednej strony - to świetne posunięcie, bo dzielnica nie wyglądała dzięki temu jak bazar, i przechodnie w spokoju i ciszy mogli rozkoszować się klimatem dzielnicy Agnieszki Osieckiej. Z drugiej - Saska Expo było niemal niewidoczne. Plakaty i mapy z programem święta wisiały bowiem tylko w pobliżu zrzeszonych lokali, a większość przechodniów w ogóle nie wiedziała o wydarzeniu. Saska Expo? Nie słyszałam - pytała się retorycznie zagajona przeze mnie pani Iwona, która mieszka na ul. Meksykańskiej od 11 lat. Rodzi się jednak pytanie - czy organizatorzy oczekiwali tłumu odwiedzających, w większości przypadkowych? Przepytani przeze mnie właściciele knajp stanowczo zaprzeczali. Mamy tu sporo miejsca, ale nie chcemy ścisku, tylko tych, co naprawdę będą zainteresowani - mówił jeden z pracowników Cafe Baobab, gdzie w ramach Saska Expo odbywały się projekcje filmów o tematyce afrykańskiej. Podobnego zdania byli pozostali.

Bitwa pod Lipskiem, teatrzyk kukiełkowy i gra w boule

Saska Expo stanowiła egzemplifikację tego, co w dzielnicy najcenniejsze - różnorodności. W każdym z miejsc od godz. 12:00, bo o tej porze oficjalnie rozpoczęły się obchody - działo się inaczej, na inną skalę i dla innych odbiorców. I tak, z myślą o miłośnikach historii na ulicy Lipskiej przeprowadzono inscenizację bitwy pod Lipskiem z 1813 roku. To będzie zupełnie nietypowe spojrzenie na tę historię. Rozegra się na rogu ulic Lipskiej i Elsterskiej, bo książę Józef Poniatowski podczas tej bitwy zginął właśnie w nurtach rzeki Elstery - mówiła przed Expo Kazimierowska.To nie wszystko - żądni aktywności fizycznej na boisku przy ul. Jakubowskiej mieli okazję zasmakować grym.in. w boule.
W programie dominowały jednak wystawy, z których najlepiej wspominam "Boys Toys" w Galerii Czułość, oraz spotkania z wybitnymi postaciami związanymi z Saską Kępą, a bardziej precyzyjnie - architektami i varsavianistami związanymi z Saską Kępą. Wymienić tu można wykład dr Pawła Brudka pt. "Wyburzenia i dewastacja zabytków fortyfikacyjnych w Warszawie po 1989 r.", spotkanie z Karoliną Tabak pod hasłem “Luksusowa architektura mieszkaniowa lat 30. na Saskiej Kępie na tle architektury Warszawy”, czy pogadankę Pawła Giergonia - "Problem z modernizmem w architekturze Warszawy w kontekście wyburzeń w latach 1989-2011". Nawet nie zdawałem sobie sprawy z faktu, że tak mało wiem na temat tej dzielnicy. To fascynujące, szkoda, że tak mało jest osób i źródeł wiedzy na takie tematy - komentował na gorąco Tomek, który z zainteresowaniem wysłuchał ekspertów.Podobno wszystkich.

Mimo tego, że każde z miejsc starało się w charakterystyczny ale u bezpretensjonalny sposób zaprezentować swoje walory zdecydowanie najbardziej warto było odwiedzić Dom Funkcjonalny. Właśnie to miejsce można było uznać za jądro Saska Expo. Nieprzerwanie od 12:00 do 20:00 odbywały się tam najistotniejsze wydarzenia. A wśród nich otwierający imprezę koncert zespołu "Blisko Pola", czy nietuzinkowa wystawa "Projekty EXPO z lat 1904-39 na Saskiej Kępie, Kamionku, Kępie Skaryszewskiej i Powiślu".

Saska Expo kończyło się - jak przystało na sobotni wieczór - w rytm muzyki. W tym przypadku były to sety DJ MesBrutah i fx.Jahu w stylu nujazz.

Do zobaczenia we wrześniu

Czy w tym festiwalu różnorodności mogło czegoś zabraknąć? Niestety tak. W mojej opinii przygotowano zbyt ubogą ofertę dla dzieci. Spotkanie z autorami książek dla dzieci (księgarnie Efka i Bajbuk), czy nawet przedstawienie teatrzyku kukiełkowego to stanowczo zbyt mało by przyciągnąć rodziców z dziećmi. A na taki typ odbiorców organizatorzy Saska Expo nie mogą się zamykać, jeśli myślą o dalszym rozwoju wydarzenia. A powinni, bo to udana i godna pielęgnowania inicjatywa.

Tego, jakie wnioski z pierwszej edycji wyciągną inicjatorzy dowiemy się jednak już we wrześniu, bo Saska Expo, ma odbywać się nawet kilka razy w roku!

Bartosz Rymkiewicz

Zobacz naszą fotorelację z Saska Expo