Gołębie miejskie

Żaden ptak miast nie wzbudza tylu sprzecznych uczuć co gołąb miejski. Jedni je dokarmiają, ciesząc się ich widokiem, inni wytoczyli im batalię, zwąc latającymi szczurami miast. Nie będziemy polemizować z tymi opiniami, nie opowiadamy się po żadnej stronie tego konfliktu, w tekście tym chcemy przybliżyć historię i losy tego ptaka, opowiedzieć o ich trudnych relacjach z mieszkańcami miast.

Przodkiem gołębia miejskiego, jak i gołębi hodowlanych, był gołąb skalny. Ptak stadnie zamieszkujący klify wybrzeży Francji i Anglii. Według niektórych badaczy, stamtąd przeniósł się do miast. Jak się okazało ściany budynków stanowiły doskonały odpowiednik skalnych urwisk, a miasto oferowało niemal wszystkożernemu gołębiowi stały dostęp do pokarmu. Wkrótce gołąb zasiedlił wszystkie miasta Europy. Stamtąd przeniesiony celowo, bądź też uciekając z hodowli opanował miasta całego świata. Na trwałe wpisując się w ich krajobraz – stał się ich symbolem, ale i ogromnym problemem.

Problem ten bierze się ze zwyczajów, biologii i fizjologii gołębi. Głównym czynnikiem ograniczającym rozród jest niedostatek pożywienia. W miastach takiego ograniczenia nie ma, dlatego gołąb może mieć do ośmiu lęgów w roku. Dopiero w grudniu i styczniu zauważalnie zmniejsza chęć do amorów. Do gołębi miejskich często dołączają zbiegowie z hodowli. To sprawia, że gołębie mogą być niezwykle liczne. I tak na każdy kilometr kwadratowy naszego miasta zimą przypada od 900 do 1700 gołębi (nas na kilometr kwadratowy jest ok. 3 tysięcy). Pół biedy gdyby gołębie są rozmieszczone równo się równo, bo nie ich liczba a to, że zwykły żyć w stadach jest największym problemem dla nas. Zresztą dla samych gołębi również. Stado ptaków to hałas i sterty odchodów. Zanieczyszczane są zarówno miejsca, które gołębie uznały za bezpieczne i przyjazne, jak i w miejsca, w których zwykły się stołować. Odchody gołębi to nie tylko zamach na estetykę miasta i naszą odzież. Ptasie odchody zawierają bardzo dużo związków azotu i fosforu są kwaśnie, które stanowią zagrożenie dla zabytkowej architektury, zwłaszcza wykonanej z wapienia. Cierpi przez to również roślinność trawników i skwerów. W miejscach, które odwiedzają gołębie bardzo szybko powstaje pustynia, z wyjątkiem kilku najbardziej odpornych roślin.

Stada gołębi to również zagrożenie dla nich samych. W naturze osobniki chore i słabe giną. Choroby występują niezwykle rzadko. Stały dostęp pokarmu i niewielka ilość drapieżników ograniczająca ilość słabych i chorych ptaków sprawia, że gołębie bardzo szybko i bardzo łatwo zarażają się chorobami i pasożytami. Dlatego żyją krótko, a my często widzimy kalekie, pozbawione piór ptaki żebrzące o pokarm u naszych stóp. Za złą kondycję gołębi miejskich opowiadamy również my sami. A dokładniej Ci, którzy dokarmiają miejskie gołębie.

Dlatego warto przestrzegać zasad, które mogą skutecznie ograniczyć negatywne skutki dokarmiania. Wszelkie karmniki dla ptaków powinny być regularnie sprzątane i dezynfekowane. Szczególnie dotyczy to miejsc masowego dokarmiania, gdzie zbiera się ich nieraz kilkadziesiąt. W tak licznej grupie zawsze znajdzie się chory osobnik, który może przenosić choroby. Również to, czym karmimy gołębie ma wpływ na ich kondycję. Często zdarza się, że karma dla gołębi to resztki z naszych stołów. Do dla gołębi to „niedźwiedzia przysługa”. Ptakom nie służą wszelkie słodkie ciasta, bułki, chleb, stary ryż, makaron czy też ziemniaki. Pieczywo nawet świeże jest marnym źródłem pokarmu, zwłaszcza, jeśli chodzi o mikroelementy i witaminy. Przez taką ubogą dietę już w gnieździe pisklęta bywają słabe i niedożywione. To, co zjada dorosły, zostanie nadtrawione i podane młodym w postaci tzw. "ptasiego mleczka".

Co jakiś czas władze miast, administratorzy osiedli i sami właściciele balkonów wypowiadają gołębiom wojnę, w której jak się często okazuje, to gołębie są górą. Metody walki bywają różne. Można próbować okładać gzymsy, parapety stalowymi kolcami. Na co gołębie w odpowiedzi zmieniają balkon lub gzyms, albo siadają na skrawkach powierzchni nienajeżonej kolcami. Można stosować bolesny dla gołębi i dla nas odstraszasz ultradźwiękowy. Można owijać balkony sieciami, i co jakiś czas usuwać gołębie, które się mimo wszystko dostały na balkon i nie mogą wylecieć. Tu dobrze też sprawdzają się plastikowe modele dużych ptaków, jednak chronią one tylko niewielki fragment budynku (tylko nasz balkon). Można w końcu zadbać o czystość i przestać je dokarmiać. Gdy braknie łatwego pokarmu gołębie znikają. Brak takiego pokarmu to przysługa dla samych gołębi. Bo gdy przeżywają tylko silne i zdrowe ptaki cała populacja jest w dobrej kondycji.

Na koniec krótki instrukcja obsługi i gołębia w mieście:

  • Dokarmiając je pamiętajmy o czystości: karmniki a nie chleb rzucany na chodnik. Czysta zmieniana codziennie woda i myta stołówka, zamiast klepiska pokrytego starym chlebem przemieszanym z odchodami.
  • Walcząc z gołębiami zadbajmy również o porządek, szczelność śmietników i innych potencjalnych źródeł pokarmu. Straszyć, płoszyć tak. Zabijać nie! Gołębie podlegają częściowej ochronie. Co oznacza, że za niszczenie gniazd, zabijanie piskląt i dorosłych podlegamy karze grzywny. Nie warto. Tym bardziej, że jest kilka metod odstraszania gołębi działających szybciej i skuteczniej.
  • Gołębie miejskie to nie jedyny gatunek gołębi zasiedlających miasta. . Zapraszamy do lektury kolejnych naszych artykułów, w których przybliżymy Państwu mieszkające na Saskiej Kępie sierpówki i gołębie grzywacze.

Marcin Siuchno

Stowarzyszenie Ptaki Polskie prowadzące sklep internetowy sklep na pTak.