Władza w ręce wyobraźni

Paulina Kapuścińska
(Wtorek 09 Grudzień 2003)

W latach 90. Ulica Artystów i Serwus Madonna. Teraz Miasteczko - realizm magiczny, czyli kontynuacja programu animacyjno-integracyjnego na Saskiej Kępie. Beata Gula, autorka i realizatorka projektów ze Staromiejskiego Domu Kultury, opowiada o tamtych i obecnej edycji programu.

Wieczory autorskie

W październiku ruszyła kolejna edycja imprez poetyckich na Saskiej Kępie. Młodzi poeci w kawiarniach na Francuskiej czytają wiersze własne i nie tylko oraz rozmawiają ze zgromadzoną publicznością. W październiku i w listopadzie swoje wieczory autorskie mieli poeci: Piotr Bratkowski, Paweł Kozioł, Joanna Mueller, Katarzyna Hagmajer, Anna Piwkowska, Aneta Kamińska, Piotr Czerniawski, Piotr Kuśmirek, Monika Mosiewicz, Darek Pado, Anna Tomaszewska i Radek Wiśniewski. Każdego miesiąca spotkania odbywają się w tych samych kawiarniach na Francuskiej, czyli w Herbaciarni Angielskiej, w Bistro oraz w pubie Avion. Ma to zmierzać do wytworzenia sytuacji sprzyjającej organizowaniu podobnych imprez już przez samych mieszkańców. Organizatorzy chcieliby też przyzwyczaić ludzi wchodzących do kawiarni, że jeżeli w kawiarni coś się dzieje, to nie trzeba uciekać, że można jednocześnie zjeść i posłuchać poezji.

Program opiera się na poezji i na słowie, na unikaniu pewnej krótkości w komunikacji międzyludzkiej, na zwracaniu uwagi na metafory. Intencje organizatorów zostały jednak nieopatrznie zinterpretowane w niedawnych publikacjach prasowych. Do tego jeszcze wrócimy, ale najpierw spójrzmy nieco wstecz.

Ulica Artystów

Pierwsze imprezy animacyjne na Saskiej Kępie pojawiły się w latach 90. Beata Gula prowadziła wtedy galerię na Francuskiej. Gdy po trzech latach stało się oczywiste, że galeria nie przetrwa, Beata Gula wraz ze swoim współpracownikiem postanowili na zakończenie działalności stworzyć galerię uliczną. Namówili właścicieli sklepów i kawiarni na umieszczanie w swoich witrynach rzeźb i obrazów - tym samym powstała galeria wzdłuż całej Francuskiej. To była wystawa artystów z Saskiej Kępy, najdłuższa galeria na świecie, licząca w sumie około 3 kilometry. Zgodnie z zamysłem towar sklepowy miał funkcjonować obok sztuki. Ta zabawa w święto ulicy przejawiała się w różnych pomysłach, jak umieszczenie aktu kobiecego w sklepie mięsnym czy "portretu" konia w garmażerii. Jednak nie była to wyłącznie zabawa, przy okazji stawiano pytania odnośnie istotności sztuki w świecie. Co tłumaczy sztukę? Co stawia ją tak zdecydowanie wyżej niż np. piękne buty? Każdy z artystów mieszkających lub mających pracownię na Saskiej Kępie, mógł przekazać swój obraz czy rzeźbę. Rolą organizatorów było takie umieszczenie dzieła, aby pasowało do reszty albo, żeby tworzyło kontrast budzący zastanowienie.

Dużo osób pisało na okoliczność Ulicy Artystów. Do nieistniejącego już Ekspresu Wieczornego dołączono dodatek Ekspres z Francuskiej, gdzie zamieszczono program oraz wspomnienia o Saskiej Kępie. Nieżyjący już rzeźbiarz Stanisław Sikora napisał o wizycie Picassa na Saskiej Kępie. Okazało się, że Picasso nie wywarł zbyt dużego wrażenia na artystach saskokępiańskich, którzy wtedy byli młodzi i myśleli, że kiedyś prześcigną mistrza. W Ekspresie znalazło się wiele anegdot zebranych przez tzw. starą Saską Kępę.

Do wspólnych działań włączały się też tkaczki i kilka pracowni - pracownia rzeźbiarska na Paryskiej, czy pracownia litografii na Obrońców.

Kwiatki na chodnikach

Jednym z pomysłów młodych artystów plastyków z Akademii było owijanie drzew fioletowym płótnem, co miało scalić ulicę. Młodzi artyści otaczali drzewa fioletowym welurem i owijali złotą gumką, co wzbudzało szczególne zainteresowanie. Niektórzy mieszkańcy przypuszczali, że jest to znak na przyjazd papieża. Materiał, który stanowił dużą część budżetu, szybko zniknął. Beata Gula śmieje się, że został zakupiony za pieniądze publiczne i następnie do ludzi wrócił.

W nocy, po godzinie 12-tej malowano chodniki od szablonów w niebieskie kwiatki. Była to akcja integracyjna. Do wspólnego malowania byli zapraszani radni, artyści z Saskiej Kępy oraz przechodnie którzy wracali z nocnych balang. Chodziło też o pewien surrealizm, rano ludzie mogli zobaczyć, że jacyś wariaci namalowali kwiaty na chodniku.

Serwus Madonna

Następnie był program Serwus Madonna, który obejmował imprezy literackie, uliczny teatr i imprezy poetyckie. Pojawiła się poezja w witrynach sklepów na Francuskiej. Pod koniec lat 90. organizatorzy dysponowali większą ilością pieniędzy i dlatego mogli wprowadzić znaczki z niebieskich kwiatków oznaczające włączenie się do akcji, na co nie starczyło pieniędzy w tym roku. Tradycyjnie banki i sklepy zachodnie nie były zainteresowane tymi działaniami.

Oprócz walorów artystycznych organizowane wydarzenia miały także integrować ulicę. Przy okazji pierwszej Ulicy Artystów teść obecnego krawca z ul. Francuskiej szył transparenty za darmo, które wisiały także na prywatnych balkonach. Największy transparent (z hasłem "Władza w ręce wyobraźni") organizatorzy zamierzali zawiesić na Rondzie Waszyngtona, na co nie zgodziła się Komunikacja Miejska. Postanowiono więc zaangażować harcerzy, którzy ubrani w transparent - co stanowi obecnie popularną formę promocji - chodzili po ulicy, gdy były jakieś imprezy.

Innym pomysłem było zatrzymywanie autobusów na Francuskiej przez szczudlarzy, których atrybutem były transparenty i gwizdki policyjne. Szczudlarze opuszczali transparenty przed nadjeżdżającym autobusem, który nie mógł przejechać. Na to arlekiny i inne postacie wlatywały do autobusu i rozdawały ulotki z wierszami. Zatrzymywane były też samochody osobowe, co nie spotykało się raczej z entuzjazmem kierowców. Zatrzymywanie ich byłoby trudne, gdyby nie gwizdki policyjne.

Poezja do parku

W pewnym momencie organizatorzy musieli się przenieść do parku Skaryszewskiego. Uznano bowiem, że poezja nie powinna być pokazywana na ulicy, w przestrzeni publicznej, ale w miejscu bardziej do tego odpowiednim, jakim jest park.

W parku organizowano różnorodne imprezy. Beata Gula dobrze zapamiętała sytuację z 1999 roku - była to ostatnia edycja Serwus Madonny. Na scenie obok stadionu Drukarz organizowano turnieje poetyckie, koncerty i happeningi. Pewnego dnia na stadionie miał się rozegrać mecz młodzików Polonii z Legią, o czym organizatorzy dowiedzieli się przypadkiem wieczorem poprzedzającym imprezę. Rano w dniu meczu okazało się, że park jest otoczony kordonem policjantów z tarczami, a przed sceną stoi polewaczka, taka jak na demonstracje uliczne. Był to mecz bez publiczności, więc park zamknięto. Wykonawcy też nie mogli się do niego dostać. Impreza była mocno opóźniona, a ci, którym udało się dotrzeć przed zamknięciem parku, zadziwieni zostali tak poważną ochroną imprezy poetyckiej.

Zamieszanie w prasie

W związku z organizacją programu, w prasie pojawiły się opinie, że te wydarzenia zostały zainspirowane konfliktem władz dzielnicy z właścicielami sklepów na Francuskiej. O tym konflikcie było głośno parę tygodni temu, kiedy to właścicielom lokali przy ulicy Francuskiej wypowiedzono najem, co miało związek ze zmianą zagospodarowania Saskiej Kępy. Doszło do protestów mieszkańców i w ich wyniku udało się zmienić stanowisko władz.

Uznanie wieczorów autorskich jako odpowiedź na protesty doprowadziło do kłopotów, ponieważ program jest sponsorowany przez dzielnicę Praga Południe i uzgadniany z Wydziałem Kultury. Beata Gula próbowała dementować te opnie. W Wyborczej napisano, że program jest reakcją na protesty. Młody poeta, Kuba Przybyłowski czytał na Francuskiej wiersze z różnych antologii i śmiał się, że ludzie przed nim uciekają. Zgodnie z relacją w gazecie, reakcja mieszkańców świadczyła o "lęku przed poezją". Beata Gula w rozmowie z dziennikarką podkreśliła, że obecna sytuacja jest trudniejsza niż w latach 90., ale nie tylko ze względu na protesty. Trudność sytuacji polega na tym, że jest inna rzeczywistość. Typowe jest zachowanie młodych ludzi z zachodnich sklepów, którzy nie chcą umieścić w sklepie małej kartki z wierszem w obawie przed szefem i wyrzuceniem z pracy. Ulica jest smutna, bo czasy są smutne. Sztuka w przestrzeni publicznej jest niezbędna, otwiera wyobraźnię, a przede wszystkim uczy tolerancji, współistnienia, często pozornie wykluczających się elementów.

W tygodniku Polityka do wydarzenia odniósł się również Jerzy Pilch, ale nie na podstawie tego, co widział, tylko na podstawie artykułu w Wyborczej. Według niego poeta Przybyłowski widocznie pisze taką poezję, która powoduje popłoch u ludzi.

Beata Gula wolałaby, żeby dziennikarze i publicyści w ogóle o programie nie pisali, jeśli tak piszą, że ona musi to dementować.

Animacja oznacza cztery ściśle ze sobą powiązane komponenty, czyli artysta, publiczność, władza, sponsor prywatny. Trzeba połączyć wszystkie te cztery elementy, aby coś zdziałać w przestrzeni publicznej. Wystarczy, że jeden element nie działa i są kłopoty. Artysta czasami nie dostrzega, że przestrzeń publiczna jest specyficzna, można ją w sztuce wykorzystać, ale ulica to nie tylko domy i drzewa, ale też chodzący po niej ludzie. Sponsoring w Warszawie też jest trudny, szczególnie w przypadku takich wydarzeń, którym nie towarzyszy wielka akcja telewizyjna. Wszystkie cztery składniki animacyjne muszą się połączyć, co Beata Gula określa jako pozytywistyczną pracę, rozciągniętą długo w czasie. Animator w pewnym sensie ma przeciwników po każdej z czterech stron. Saska Kępa ziemia obiecana?

Według Beaty Guli Saska Kępa ma dużo uroku przez to, że jest małym miasteczkiem z pięknymi zaułkami, gdzie jest dużo pracowni, ludzie się znają, co nie jest typowe, a zwłaszcza w stolicy. Za pewien mit uważa jednak, że jest to dzielnica artystyczna, bo w zasadzie tu się niewiele dzieje. Saska Kępa może się stać prawdziwie artystyczna, ale na razie na Saskiej doskwiera brak Ośrodka Kultury, miejsca, w którym można się zbierać i realizować różne pomysły.

Nigdy więcej?

Organizacja imprez animacyjnych na Saskiej Kępie zawsze nastręczała dużo kłopotów. Zawsze pewna część mieszkańców była przeciwko i zdarzało się mnóstwo niespodzianek. Beata Gula przy okazji kolejnej edycji mówiła, że organizuje ją po raz ostatni. Jednak zawsze kilka osób potrafiło ją uwieść i dla nich zaczynała od nowa.

W tej edycji mieszkańcy Saskiej Kępy uczestniczą w tworzeniu poematu ulicznego. Zadanie polega na dopisaniu zdania zaczynającego się na jedną z liter ze słowa "poemat". W kawiarenkach, w trakcie wieczorów autorskich, można się nadal dopisywać. Ukończony poemat prawdopodobnie zostanie zawieszony gdzieś na ulicy Francuskiej, będzie metaforyczną pamiątką-relacją z jesieni 2003 roku.

W grudniu planowana była integracyjno-animacyjna akcja choinkowa z koncertem i działaniem charytatywnym, ale zawiedli sponsorzy prywatni. Może za rok?