Ulica Zwycięzców

Edyta Ganc
(Środa 15 Marzec 2006)

Fotografujemy Saską. Ulica po ulicy. Nie chronologicznie i według jakiegoś planu, lecz spontanicznie. 11 lutego 2006. Od Ronda Waszyngtona przechodzę całą Francuską zastanawiając się gdzie skręcić. Od której ulicy zacząć?














Przystaję na skrzyżowaniach rozglądając się za materiałem do fotoreportażu. Nadal nie wybrałam ulicy. Mieszkańcy i przechodnie przemykają szybko uciekając przed mrozem. A ja usilnie szukam materiału. Materiał ucieka do domów przed minusową temperaturą. Ulice Saskiej są dziś puste. Nic się nie dzieje. Aparat fotograficzny zaczyna zawadzać. Zamieram w bezruchu na skrzyżowaniu ze Zwycięzców. Nie pójdę już dalej. Zatrzymuję się i rozglądam. Zdaję sobie sprawę, że widzę szczegóły na co dzień niezauważalne dla przechodniów, a stanowiące o tym miejscu. Ulica Zwycięzców. Dawniej brukowana, później zalana smołą. Od Zwycięzców aż do Meksykańskiej były rabatki, grządki i szklarnie. Od strony ulicy Zwycięzców rósł żywopłot z głogów lub dzikich róż.

Była zielona budka z piwem na placu Przymierza oraz sklepik Państwa Szypulskich. Przy Zwycięzców, róg Wandy stał parterowy barak szkoły nr 143 z widokiem na pola...

Kiedyś podobno na rogu z Królowej Aldony parkowały tu Harleye, na rogu z Francuską była pracownia Koniuszego; widziano na balkonie Jasia Żołnierza z lornetką, antykomunistycznego trybuna ludu obserwującego Francuską i głoszącego zło płynące od KC. A dziś? Miejsce zatrzymane w godzinach 13:00-15:00. Mało przechodniów, jedynie kolejka przed Kebabem na rogu. Pod numerem 25 Pani Celina Osiecka zamyka swój Zakład Fotograficzny punkt czternasta. Kilka osób siedzi przy oknie w restauracji Budapeszt. Jest jeszcze elegancka restauracja o francuskiej nazwie z samotnym klientem w wielkim fotelu. Na rogu z Katowicką zaczepia mnie dwóch policjantów pytając czy oby czasem nie robie zdjęć z ukrycia znajdującej się naprzeciwko Ambasadzie. Uśmiecham się tajemniczo i odchodzę. Na Zwycięzców 7/9 jest lodowisko. Na tafli dwie osoby: ojciec z synkiem. Zawracam. Pusto. Po drugiej stronie Placu Przymierza ulica Zwycięzców rozdwaja się na starą zabudowę po swej lewej stronie i pseudo strzeliste bloki epoki wczesnego kapitalizmu z siecią banków i pizzerii. Nie interesują mnie. Szukam Starej Kępy... Stara Kępa to ciche ulice i hasła sprayowe na murach. To staromodne szyldy i wszędobylskie naklejki młodego pokolenia. We wszystkich kamienicach domofony. Z jednego z domów słyszę dźwięki pianina. Drzwi wejściowe uchylone; wchodzę. Obdrapana klatka. Staję przed drzwiami, zza których słyszę muzykę. Czuję tu dawną Kępę. Zastanawiam się, czy atmosferę da się w pełni sfotografować. Wracam ulicą Zwycięzców trochę przegrana… A jednak... wybieram w myślach kolejną ulicę Kępy.


* fragment ze wspomnień Mikołaja Grodeckiego „Saska Kępa” H.Faryny-Paszkiewicz