Pomiędzy Ohio a Salonem

Rozmowa z Krzysztofem Nowakiem - Tyszowieckim

Edyta Ganc
(Czwartek 11 Maj 2006)

„Po tych uliczkach już od dziesiątej rano paradują znajome postaci. Oto zbliża się godnie syn Pani Nowakowej- filmowiec. Zdobi go rozrzedzona i szalona czupryna, która porusza się jakby oddzielnie, jakby żyła własnym życiem. Najpierw więc niczym paradna chmurka skowronków nadciąga owa czupryna, a tuż za nią wynurza się z mgły oblicze Krzysztofa nacechowane głębokim sceptycyzmem. Sceptycyzm ów dotyczy wszystkiego- świata, ludzi, zwierząt, a przede wszystkim filmu. Na szczęście w ślad za owym kroczącym posągiem niezgody nadciąga blada i arystokratyczna Małgosia, która od lat próbuje wyciągnąć z Krzysztofa przyzwolenia na istnienie ludzkości ,a przynajmniej Saskiej Kępy”*

Zacznijmy od powyższego fragmentu z felietonu „Architektura mgły” Agnieszki Osieckiej czyli Pana obecności w paradzie znajomych postaci Agnieszki …Dlaczego „posąg niezgody”?

Niezgody na wszystko co głupie i złe…To było bardzo trafne zdanie Osieckiej…Te wszystkie pozory….mnie nie da się oszukać. No więc ja niby taki „posąg niezgody” , bo zawsze hałaśliwie się wyrażałem o swoich bólach i wątpliwościach.. Ja się z Agnieszką przyjaźniłem bardzo długo. Wiedziałem , że jest wielką artystką. Była prawdziwym poetą.

Rozmawialiśmyze sobą, bawiliśmy się, odwiedzaliśmy. Nigdy nie przypuszczałem, że ona tak głęboko zanalizuje moją duszę. Cóż, ja jestem generalnie nie zadowolony ze świata, w którym żyję. Mnie jest ciężko na świecie. Widzę rozmaite złe rzeczy; nie tylko na Kępie…no i daje temu wyraz, po za tym myślę, że ludzi interesuje bardziej krytyka, niż apoteoza.

Ja po prostu lubię krytykować; sztuka przecież polega na konflikcie. Afirmacja jest nudna.

Agnieszkę Osiecką też Pan krytykował?

Często się z nią spierałem o to, dlaczego towarzystwo, w którym się obracała portretowała zawsze pozytywnie. Agnieszka wtedy mi mówiła: „Słuchaj Krzysiu , ja wolę o wiele bardziej Ciebie spotykać i z Tobą rozmawiać, niż z tą całą warszawką snobistyczną i intrygującą…oni mnie męczą; może kiedyś jak byłam młoda lgnęłam do nich, ale to są jacyś karierowicze i wcale nie jest mi z nimi dobrze.

To ja wtedy się jej pytam: „ Agnieszko to w takim razie czemu tak ciągle piszesz te panegiryki pochwalne; weź ich w końcu obsmaruj tych snobów i próżniaków i intrygantów. A ona, że to robi , ale nie publikuje tego; że ma taką własną czarną księgę.

Ciekawy jestem, co się z tą księgą po jej śmierci stało…

We wspomnieniach Osieckiej zdaje się Pan być nieodzownym elementem tego miejsca. Czy uważa się Pan za postać Saskiej Kępy?

Znają mnie tu menele, zwracając się „Panie Reżyserze”. Za żadną postać Kępy się nie uważam, po prostu dobrze się tu czuje…

Na Zakopiańskiej 37 od zawsze…?

Mój dom na Zakopiańskiej 37…ma historię całkiem niezwykłą… On wyglądał jak pałac przed wojną. Pierwszymi właścicielami byli Żeleńscy.W latach 30- tych były tu pięknie urządzone salony i śliczne meble.. Przed wejściem do holu na parterze stał fotel, na którym się siadało i wytrzepywało buty…Ten dom posiadał kiedyś piękne otwarte schody. Jak będę miał możliwość to chciałbym powrócić do takiego stanu w jakim był wtedy…To jest mój cel...

Tu, w tym domu przewijały się postacie historyczne. Tu mieszkali Żeleńscy; byli to pierwsi lokatorzy… .. Boy tutaj był..

Widzi Pani tamte drzwi? Jesienią 1945 roku o dwunastej weszła do tego pokoju Pani Seweryna z krwawą plamą na czole..Pijani sowieci robili sobie pohulankę i przy okazji postrzelili Panią Żeleńską Sewerynę. Pani Żeleńska trafiona kulą sowiecką umierała na rękach męża… Bardzo kochał ją i kochał ten dom; potem zostawił go mojemu ojcu. Ojciec był powstańcem; wrócił wtedy z obozu bardzo chory i zatrzymał się u Żeleńskiego. I został. Po tragicznej śmierci żony Żeleński opuścił to miejsce. Mój ojciec mieszkał tu bezpośrednio po Żeleńskich, ale to dopiero ja kupiłem ten dom. Kiedy ożeniłem się z Małgosią to dowiedziałem się, że Małgosia jest kuzynką Żeleńskich i niania jej matki była tu tego dnia, kiedy pani Seweryna zginęła…Nieprawdopodobne, prawda?

Kiedy Żeleński się wyniósł to w domu zaroiło się od różnych dziwnych lokatorów. Pewnego dnia pojawiła się tu jakaś piękna dama, starowina, Rosjanka. Nazywała się Badmajew. Okazało się, że jest siostrzenicą cara Mikołaja, którego zabili sowieci…Wykończył ją z syn – utracjusz i dlatego tu zamieszkała… Takie postaci tu były..

Na przykład w tym pokoju w którym siedzimy odbywały się msze. Lata 50- te. Przychodziła cała ambasada francuska się tu modlić, a msze odprawiał ksiądz Pelletier. Stał tu ołtarz, a na ścianie był powieszony dywan. Ksiądz Pelletier był nawet przez jakiś czas zameldowany w tym domu…nadal nie wiem dlaczego.

Mówi się często o tzw.” życiu salonowym” Kępy? Bywali Państwo na „salonach”?

Tu na Kępie były salony i są nadal.

Jest tu na Kępie salon Basi Petrozolin- Skowrońskiej; to znana i dobra rodzina Petrozolinów z Wołynia. Ona ma salon taki z wyszynkiem; urządza bale, na których bywała też Osiecka...

Mam taki obraz przed oczyma, który umieściłem w scenariuszu filmu dokumentalnego o Kępie. Jest spotkanie u Basi: naukowcy, politycy, historycy… poważne dyskusje i rozmowy a gdzieś tamzaogrodzeniem przemykają golasy; taka hołota raczej….Nadal są te spotkania u Basi, tam się chodzi… Są jeszcze Państwo Wiśniewscy -urządzający wernisaże.

W ogóle to określenie „salon” jest jakieś pretensjonalne. Prawdziwe salony to są salony fryzjerskie. Tu nie ma tak naprawdę salonów. Są ogrody. W ogrodach się siedzi, lub jak mój syn robi huczne zabawy do szóstej rano.

Wspomniał Pan o scenariuszu, którego jest Pan autorem.

Scenariusz filmu dokumentalnego według pomysłu Marka Millera ma przedstawiać trochę inny obraz Kępy- nierealnej. W eksplikacji wyjaśnia Pan, że ma to być film wizyjny, coś na kształt fantazji opartej na autentycznych zdarzeniach. W scenariuszu mgła zasnuwa domy, ogrody , ulice…


Film o Kępie to powinien być film dotykający architektury. Wille i ogrody. Wnętrza, ludzie, detale. Zabytki modernizmu. Szlachetność i porządek. O tych zabytkach architektury na Kępie można by stworzyć książkę. Jest tu skansen architektury. Życie tu zostało zaprojektowane. Wszystko było zaplanowane dla burżuazji i arystokracji. Szkoła modernizmu to właśnie duże okna, tarasy, ogrody i to narzuca ten wielkopański styl życia.. Taki pozytywny rodzaj życia otwartego Tym warto się zająć, a nie jakimiś tam salonami. Wszyscy się przyczepili do inteligencji, jakby była czymś wyjątkowym. Ale to jest normalne. Tak się żyje w Anglii, Francji…Tu jest raczej atmosfera przedwojenna, a inteligencja jest czymś takim jak „czyste nogi”…Wyróżniać kogoś, że czyta!? To jest niestosowne…

Czy w takim razie daje Pan „przyzwolenie na istnienie Saskiej Kępy”?

Doceniam to, że tu mieszkam; jest to piękne miejsce.

Można zawsze do kogoś pójść i pożyczyć pieniądze...Mamy tu wróżkę na Kępie bardzo znaną, do której przyjeżdżają gwiazdy filmu i telewizji.Mamy też sąsiadkę starszą, Irenę, co ścigała kiedyś naszego czarnego kota z zamiarem bezwzględnym….W naszym ogrodzie można zawsze coś wykopać; ostatnio porcelanę potłuczoną, którą zlepiłem. Przypuszczam, że to w czasie wojny chowali te rzeczy do tych dołów w ogrodzie i zasypywali. Tyle już znalazłem tu łyżeczek srebrnych , popielniczek, buteleczek, filiżanek; nawet garnek gliniany też. A proszę tu spojrzeć: filiżanka Meissnera…Pamiętam , że kopałem najwięcej podczas pewnych wakacji. Byłam sam w domu, tylko z kotem. Rodzina wyjechała na wakacje, a ja robiłem te wykopaliska w ogrodzie.

Kiedyś przyleciała do nas moja ciotka z Ohio. Wyszedłem z nią na spacer.Jest tu dużo ambasad afrykańskich. Idę więc z ciocią ulicą a tu murzyn myje samochód, inny murzyn strzyże trawnik…i nagle ciocia na to „Krzysiu, przecież tu jest jak w Ohio!”

Dlaczego nie ma Pana wspomnień w książce „Saska Kępa” Hanny Faryny Paszkiewicz?

To trzeba by zapytać Pani Paszkiewicz…Wydała książkę moim zdaniem zbyt surową, dotyczącą tylko powierzchni Saskiej Kępy. Ona nie zajęła się ani wnętrzami, ani tym bardziej ludźmi… Dlaczego się mną nie zainteresowała..., nie mam pojęcia….

...

Krzysztof Nowak- Tyszowiecki

Architekt, scenarzysta i reżyser.

Autor filmów fabularnych według własnych scenariuszy: „Lęk przestrzeni”, „Grzechy dzieciństwa”, „Dolina szczęścia”, „Co lubią tygrysy” oraz animowanych , eksperymentalnych idokumentalnych min. „Słupy betonowe”, „Scherzo”,„Boskość Stalina w świetle najnowszych badań”, „Akowcy”( Prix Planete dla najlepszego reżysera polskiego filmu dokumentalnego, 2000r)

Od zawsze mieszkaniec Saskiej Kępy…



* fragment z felietonu„Architektura mgły” Agnieszki Osieckiej zamieszczonego w Polityce 1992, nr 46 i wykorzystanego w książce „Saska Kępa w listach, opisach, wspomnieniach” Hanny Faryny- Paszkiewicz