Osiecka już tutaj nie mieszka

Justyna Misiurewicz
(Niedziela 09 Grudzień 2001)

Przygotowałam listę słów na wszystkie litery alfabetu i zapytałam Hannę Bakułę, co znaczą one dla Saskiej Kępy. Wybrała niektóre, głównie na literę A. Sprawa przypadku. Akurat na Kępie i dla Kępy ważne są arystokracja, architektura, artyści i ambasady. To wszystko tam po prostu jest, jak w wielu miejscach na świecie. Wyjątkowo i nie po prostu była tam tylko AGNIESZKA.

Bakuła

Mieszkam na Kępie od jedenastu lat, najpierw tu kupiłam pracownię, potem mieszkanie. Na Kępę przeniosłam się wyłącznie z powodu Agnieszki Osieckiej. Moją pracownię na Dąbrowieckiej kupiłam początkowo ze względów towarzyskich, bo mieszkałam w centrum i obie z Agnieszką traciłyśmy mnóstwo czasu albo jedna jechała do drugiej, albo druga do pierwszej.

W okolicach Katowickiej, Walecznych, Dąbrowieckiej, Obrońców i Zwycięzców, które należą do pierwszej ligi jest cicho, porobiono garby na ulicach i gdyby nie dzieci, bo znajduje się tu dużo szkół, byłoby bardzo cicho. Mieści się tutaj szkoła francuska, która powoduje, że stara cześć Kępy stała się nieprzejezdna w godzinach rannych i popołudniowych. Na jednokierunkowych ulicach robi się straszny bałagan. Szkoła dodała Kępie splendoru, ale po każde dziecko przyjeżdża samochód. Matki choć się znają, bo mieszkają gdzieś w enklawach nie mogą się zorganizować i na przykład zabierać piątki dzieci jednym samochodem.

Zagrożenie dla Kępy stanowi Stadion Dziesięciolecia, największe targowisko na świecie (wliczając wszystkie Damaszki). Gdybyśmy żyli w normalnym kraju, z opłat od właścicieli bud moglibyśmy wyłożyć Kępę marmurową kostką i posadzić palmy przy Francuskiej.

Kępa ma szeroki przekrój mieszkańców. Starzy kępiacy to fantastyczne osoby. Mieszkańcy Saskiej Kępy są świetnie ubrani, eleganccy, ładni. Niekępiaka poznać na kilometr, a przy tym środowisko prawdziwych Saskich Kępiaków jest hermetyczne. Ja dostałam się do niego przez Agnieszkę i przez mojego czwartego męża, urodzonego kępiaka z rodziny mieszkającej tu od pokoleń. Jako żona weszłam w towarzystwo, a ponieważ mąż wyjechał do Stanów, zajęłam jego miejsce.

To cudowni ludzie, choć kiedy udzieliłam wywiadu do "Wyborczej", mało mi łba nie urwali. Powiedzieli, że tu jest fantastycznie a ja, że okropnie, bo mieszkam w kałuży. Uważam, że to dzielnica jak każda inna. Może pewną zaletę stanowi niska zabudowa. Ale już tam, gdzie istniało kino, wznoszą sześciopiętrowy dom. Nie wiem kto dał na to zgodę, ponieważ Kępa ma w przepisach dwa piętra. Ale budujących spotkała kara, bo okazało się, że największe schrony atomowe znajdują się pod kinem, więc nie zrobią parkingu podziemnego i mieszkania będą tanie.

Arystokracja

Na Kępie mieszkało przede dużo osób pracujących u arystokracji. Po wojnie, kiedy arystokraci wrócili z Kołymy, mieli dokąd pójść. Pani Anna Branicka-Wolska, matka mojego najserdeczniejszego przyjaciela Mikołaja Wolskiego, niegdyś właścicielka Wilanowa, posiada parę domów na Saskiej Kępie, mieszkają tu Krasiccy, mieszka też Mikołaj. Elegancko tutaj mieszkać. Jednak arystokracja upodobała sobie przede wszystkim Stary Mokotów.

Artyści

Na Saskej Kępie mieszka sporo artystów. Przede wszystkim znajduje się tu największa w Europie kolekcja sztuki ludowej, należąca do mojej przyjaciółki Kaliny Zimmerer. Jej mąż, Niemiec, tak się zakochał w polskiej sztuce ludowej, że zbierał ją przez kilkadziesiąt lat. Stworzył najciekawszą kolekcję polskiej sztuki ludowej na świecie.

Na Kępie mieszkała malarka pani Teresa Roszkowska, która została zamordowana parę lat temu, bo mordercy sądzili, że jest bardzo bogata. Mieszkam ja, mieszka Ewa Żuławska, też absolwentka Akademii. Są gdzieś legendarne pracownie litograficzne w okolicach Styki. Mieszka Janusz Bogacki, kompozytor. Mieszka Jacek Gawłowski, grafik i rysownik Gazety Wyborczej, Józefina Pellegrini, aktorka teatru Syrena, wybitna wróżka, Edward Lutczyn rysownik, Karol Strasburger, mieszkała Kasia Figura, no i oczywiście Agnieszka Osiecka..

Ambasady

Ambasady bardzo dziwne instytucje, w dziwnych miejscach, zaskakujące, w dziwnych domach. Z mojej pracowni na ulicy Dąbrowieckiej widać biurko ambasadora.

Ambasady bardzo nam pomagają, bo chodzą przy nich żołnierze i są to najbezpieczniejsze miejsca na świecie. Przy Dąbrowieckiej mieszczą się aż trzy ambasady. Żołnierze w beretach siedzą w budkach, więc my z Agnieszką miałyśmy strzeżony parking.

Architektura

Najpiękniejszy dom na Kępie, wzniesiony w doskonałym stylu Art Deco, należy do wnuka Chełmońskego. Ulica Katowicka, bardzo elegancka, to ulica czołowych architektów postbauhausowskich. Jeszcze tylko Żoliborz i Stary Mokotów mają taką architekturę. W domu moich znajomych mieściło się więzienie ubeckie do aresztów domowych. Od frontu są tylko małe okienka, z tyłu wielki ogród, a od Katowickiej wielki mur. Trzeba pamiętać, że przed wojną była to dzielnica urzędnicza.

Miejsca

Przy Rondzie Waszyngtona doskonałą galerię ze świetnym srebrem prowadzi pani o nazwisku Kochanek. Na Kępie są świetne usługi, mili ludzie. Pieczywo chyba najlepsze w Warszawie, jest sklep z ekologiczną żywnością, na Międzynarodowej supermarket Mini Europa, a na Zakopiańskiej kultowa cukiernia Irena.

Mieszka tu inteligencja raczej pracująca i grupa artystów. Nie ma żadnego klubu, restauracje czynne są do dziesiątej. Na przykład bar Santana, prowadzony przez moich przyjaciół, ze świetnym jedzeniem, zamyka się o dziewiątej. Z innych lokali Dom Polski ma świetną kuchnię, na Francuskiej przy Zwycięzców znajduje się Bistro. To była ulubiona kawiarenka Agnieszki Osieckiej, zanim zaczęła chodzić do Saxa, małe bezalkoholowe bistro, czynne dla odmiany do piątej. Od lat nie ma już za to kawiarenki na rogu Francuskiej i Walecznych, o której napisano piosenkę: Na Francuskiej, na Francuskiej jest maleńka kawiarenka, malowanka w śmieszne serca.

Agnieszka

Agnieszka mieszkała na Kępie od wojny z matką i ojcem, potem ojciec się wyprowadził. Czuła się mocno związana z Saską Kępą. Jako młoda dziewczyna pływała kajakiem na Legię, z pobliskiej przystani brała kajak i płynęła na drugą stronę Wisły. Pewnie był to wtedy najlepszy środek komunikacji. Agnieszka miała zwyczaj sprawdzać, czy jakiś chłopak naprawdę w niej się kocha. Podczas tańca na zabawie gdzieś w Śródmieściu mówiła do niego: Ale ja mieszkam na Saskiej Kępie. Wtedy chłopcy odprowadzali dziewczyny, więc jeśli przestawał z nią tańczyć wiedziała, że jej nie chce odprowadzić taki kawał drogi (nie było komunikacji miejskiej). Mówimy o latach pięćdziesiątych. Agnieszka urodziła się w 1936 roku. Mieszkała tu z mamą, teraz jej mieszkanie jest wynajmowane, moja pracownia znajduje się dokładnie naprzeciwko. Tu się skupiało całe jej życie.

Poznałam ją w 1980 roku, a wtedy Kępa była inna Kępą Kępą od spacerów, siadało się na jakimś murku i gadało. Istniała jeszcze wtedy kawiarenka Sułtan, o której Przybora napisał piosenkę: W kawiarence Sułtan przed panią róża żółta. W tej chwili mieści się w tym lokalu kawiarnia Maska. Sax natomiast, nowy bar, który powstał gdzieś w 1993 roku na Francuskiej, stał się ulubionym miejscem Agnieszki.

Agnieszka czuła się związana z tą dzielnicą, znała każdy dom, znała wszystkich, była postacią kultową. Kiedy jej ukradli samochód, a wiedziano, ze należał do niej, bo miał naklejkę Harvard, zupełnie anonimowi ludzie zadzwonili z budki i powiedzieli, że samochód jest tu i tu i żeby go sobie zabrała. Tak ją lubiano. Agnieszka rozmawiała z ludźmi bez przerwy, ale i ludzie ją zaczepiali. Była brat-łata, jak miała dobry humor. W złym humorze potrafiła być bardzo nieprzyjemna. Absolutnie nie miała skłonności do depresji, była poetą mądrym, a nie ponurym, wyjącym do księżyca. Cudownie pływała, w młodości zdobyła mistrzostwo Polski w pływaniu z granatem, nie wychodziła z wody. A poza tym była bardzo zdrowa. Silna kobieta. Nie paliła. Zmarła w wieku 61 lat, chorowała dwa lata, umierała niecały tydzień.

Na jej pogrzeb spóźniłam się i nie weszłam do kościoła. Dostała order, co wydało mi się bardzo śmieszne. Powinni go jej dać za życia. Anna Szałapak śpiewała taką piosenkę Jeszcze zdążę, którą Agnieszka napisała, gdy wiedziała już, że jest nieuleczalnie chora. Napisała sobie piosenkę na pogrzeb. Było zimno, pogrzeb odbył dwa tygodnie po jej śmierci z jakichś powodów grobowo-kostnicowo-nie wiem jakich. Zdążyłam wrócić z zagranicy.

Tu przeżyła całe życie. Najpiękniejszą piosenkę o Saskiej Kępie jest chyba Małgośka. Piosenka autobiograficzna bo Agnieszka zawsze prosiła o miłość, jak Małgośka.

Kępa

Na Kępie jest bardzo mieszczańsko, dla mnie za mieszczańsko, nie ma bohemy jak w Krakowie, to nie jest zabawna dzielnica. Rdzenni mieszkańcy wciąż uważają ją za snobistyczną: jak mąż, który stale widzi swą osiemdziesięcioletnią żonę jako piękną dwudziestolatkę.

Kobieta w kapelusiku z przetartym kołnierzykiem z norki, w paletku, w starych butach i z torbą to na pewno rdzenna mieszkanka Saskiej Kępy. Mieszkają tu z reguły starsze osoby. Agnieszka miałaby teraz 65 lat, a była młodą kępianką, jej mama zmarła w wieku 80 lat, tyle lat liczy mniej więcej jest pani Pellegrini. Zasuszone kobiety chodzą same, bo mężczyźni żyją krócej. Młodzież kępska ucieka z Kępy i wynajmuje swoje mieszkania. Napływowi nie tworzą tu żadnego środowiska.

Zdecydowanie Kępa jest najpiękniejsza w maju i czerwcu kiedy wszystko tutaj obłędnie kwitnie.

Z mieszkania Hanny Bakuły (w którym mieszkał kiedyś Hans Kloss!) powędrowałam do Saxa miejsca Agnieszki Osieckiej, w poszukiwaniu nastroju skłaniającego do pisania w marcu o Saskiej Kepie. W myślach powtarzałam Małgośkę: To był maj, pachniała Saska Kępa szalonym, zielonym bzem... W obskurnym Saxie zamiast natchnienia dopadł mnie wątpliwy wierszyk:

Słowa nie bywają już w Saxie
Ten lokal nie potrzebuje poety
Na ścianie portret Osieckiej
i winylowe tapety...