Silne piętno Saskiej

Recenzja ksiażki Hanny Faryny-Paszkiewicz pt. "Saska Kępa w listach, opisach, wspomnieniach...", wyd. Kowalska/Stiasny ,Warszawa 2004

Anita Karwowska
(Wtorek 26 Kwiecień 2005)

Lektura książki Hanny Faryny-Paszkiewicz skłania mnie do smutnej i nikczemniej refleksji: czemu nie urodziłam się na Kępie?!

Jednak gdy na bok odsunąć własne żale, gdy powiedzieć sobie, że przecież i tam, skąd pochodzę, też bywa ładnie, gdy otoczyć swoje myśli już tylko Francuską, Zwycięzców i Walecznych, można wówczas przenieść się w świat kawiarenek, parków i ambasad, by stać się na moment cząstką tej wspaniałej warszawskiej dzielnicy.

Co takiego jest w tym miejscu? To już trzecia książka Hanny Faryny-Paszkiewicz o Saskiej Kępie.

Autorka jest tym miejscem naznaczona. Tam się urodziła, tam mieszkała przez ponad dwadzieścia lat życia. Dziś, choć nad książką pracowała w domu na oddalonym od Saskiej Mokotowie, nadal czuje się saskokępczanką. Dlatego wciąż o niej pisze. Nazywa to "silnym piętnem Saskiej". Mówi: To wynika z korzeni. Albo to się czuje, albo traktuje jak epizod w życiu i idzie dalej nie oglądając się.

Na promocję "Saskiej Kępy w listach, opisach, wspomnieniach..." przyszła chyba połowa saskokępczan. Z dumą rozpoznawali każde zdjęcie ich uliczek, ze wzruszeniem swoich dawnych przyjaciół na fotografiach sprzed lat.

Działo się tak, ponieważ Hanna Faryna-Paszkiewicz napisała książkę, na którą Saska Kępa czekała od lat. Napisała, to może złe słowo - stworzyła - będzie właściwsze. A napisali ją saskokępczanie. Mieszkańcy Francuskiej, Królowej Aldony, Nobla, Wandy i Paryskiej. Ludzie, którzy o tej magicznej części Warszawy wiedzą wszystko i tylko tam czują się naprawdę u siebie.

Mikołaj Grodecki [jeden z autorów wspomnień opublikowanych w książce - A.K.] przysyła mi kolejne zdjęcia: na przykład pan Gustaw Holoubek z panią Mają Wachowiak stoją wraz z grupką sąsiadów przed domem na Zwycięzców. I pisze, że ma jeszcze więcej takich skarbów. Żałuję ogromnie, że nie udało się nam tego zamieścić. - opowiada o pracy nad książką Hanna Faryna- Paszkiewicz.

Autorka materiały zbierała ponad dwa lata. Czekała na listy, szukała wycinków prasowych, namawiała na spisanie wspomnień. Ci, którzy nie dali się namówić, dziś żałują. Powstała bowiem książka piękna, historia zaczarowanych miejsc. Jest barwną, zilustrowaną kroniką zdarzeń. Poświadcza fakt bezsprzecznego fenomenu, genius loci tego miejsca, którego dawna mikroskala ciągle przywołuje najcieplejsze wspomnienia i dobre skojarzenia - pisze we wstępie autorka. Wspomnień tych naprawdę całe mnóstwo, niemal dwustu lat sięgających. Ich autorzy opowiadają o najważniejszych wydarzeniach, o ulubionych miejscach, o niezapomnianych przyjaciołach. Jest to przechadzka saskokępskimi uliczkami, jest to galeria saskokępskich postaci, są to wizyty w małych kawiarenkach, są to powroty do dzieciństwa, jest to w końcu nostalgia za miejscem, które nadało jego mieszkańcom niepowtarzalny szyk i klasę.

Inaczej tę książkę czytam ja - osoba z zewnątrz. Inaczej odbiera ją Saska Kępa. Mimo iż lektura to zupełnie inna, to jednak uniwersalna. Rozbudza bowiem potrzebę identyfikacji z miejscem, dzisiaj - dla wielu - już potrzebę czysto abstrakcyjną. Mnie ta książka w sensie zarówno metaforycznym jak i dosłownym, zabrała na kilka spacerów po Saskiej Kępie. Inaczej, bo po prostu w końcu świadomie, spojrzałam na część Warszawy, która dotychczas była dla mnie dzielnicą po drugiej stronie Wisły. Że może być sposobem na życie, dowiedziałam się z lektury książki Hanny Faryny- Paszkiewicz.

"Saska Kępa w listach, opisach , wspomnieniach..." to podróż sentymentalna. Podróż, w której za przewodnika czytelnik ma Agnieszkę Osiecką, Jana Kobuszewskiego, Hannę Zborowską, Magdalenę Czerwosz, Stefana Wiecha - Wiecheckiego, Mikołaja Grodeckiego i wielu wielu innych. Książka jest pięknie wydana, pełna starych fotografii, rycin, opowiadań i wierszy. A jak pisze autorka, zbiory te: są urywkiem tego, co jeszcze drzemie w szufladach mieszkań na Saskiej Kępie.

Można więc dalej o niej pisać.

Agnieszka Osiecka: Idzie się wysadzaną topolami uliczką, mija się malwy sterczące pośrodku chodnika, mija się leniwe gawrony i listonosza, który wszystkich zna i forda z trzydziestego roku, który wyziera spod starej kapy - mija się tedy te obrazki , przymglone jak na starej kliszy i myśli się w duchu, że to już jest wszystko. A właśnie, że nieprawda.

Nieprawda, to jeszcze nie wszystko. Można dalej pisać o Saskiej.