Nostalgia jest gdzie indziej. Rysunki i przedmioty - rozmowa z Krystianą Robb-Narbutt

Agnieszka Wójcińska
(Poniedziałek 22 Wrzesień 2003)

Rozmowa z Kristianą Robb-Narbutt, której wystawa trwa w warszawskiej Zachęcie (wystawa będzie czynna do 12.10.03). Na wystawie są pokazywane rysunki z cyklów "Gniazda", "Kamienie" i "Powstawanie góry" cykl "Nostalgia" oraz robione przez artystkę pudełeczka-totemy. W jednej z sal będą odtwarzane wiersze Krystiany czytane przez aktorkę Bożenę Suchocką.

Jak doszłaś do tego że chcesz być artystką

Nie nadawałam do czegoś innego, wiedziałam, że nie mogę robić nic innego. Pochodziłam z artystycznej rodziny (matka Franciszka była malarką, ojciec Ignacy - dziennikarzem i pisarzem) i to mnie ukształtowało. W podjęciu tej decyzji pomogła mi mama. Pamiętam taką rozmowę w której powiedziała mi - zrób to, co mnie się nie udało. Miałam ciebie i Jacka, musiałam na was zarobić i w związku z tym nie malowałam tak, jak chciałam (po śmierci męża w 1956 roku Franciszka Robb-Narbutt zarabiała na dom i dzieci ucząc i malując porcelanę). Ty rysuj. Ty musisz to zrobić, bo to jest twoja droga.

Skąd się biorą twoje rysunki?

Moje rysunki są na pograniczu abstrakcji, chociaż są inspirowane naturą. Często inspiruje mnie kopczyk po krecie, który jest strasznie tajemniczy albo kołki wbite w ziemię, a najczęściej góra. Kiedyś widziałam, jak tworzy się kopczyk, jak ta ziemia wydobywa się na wierzch. To robi niesamowite wrażenie. Bo kopczyki są czymś już skończonym, czymś śmiertelnym - w nich jest pod spodem życie, ale masz wrażenie, że to jest skończone. Nigdy nie malowałam z natury - bardzo dużo patrzę, chłonę, ale maluję w pracowni. Widzę w wyobraźni to, co maluję. Na przykład duże rysunki widziałam tak dokładnie, że nie robiłam nawet szkiców.

O czym są twoje rysunki, co próbują opowiedzieć?

Naprawdę chodzi w nich o to, co nas czeka, co znajduje się na końcu tej drogi. Próbuję dotrzeć poza tę drogę. Moje rysunki są w dużej części o tym, są o śmierci. Trzymam się uparcie mówienia o rzeczach ostatecznych. I to się ciągle pojawia w moich rysunkach -jaka ta droga jest, gdzie ona prowadzi, co jest za horyzontem, za tą górą, czym jest ta góra. Góra jest czymś na co można wejść i czujemy euforię, bo widzimy cały horyzont, czujemy się mocarzami, ale jednocześnie jest grobem, czujemy się wobec niej słabi. To jest tajemnica, która nas porusza, ale której nigdy nie odkryjemy. Możemy ją zgłębiać, odkrywać coś od nowa, ale nie poznamy jej.

Kiedy powstał pomysł tej wystawy?

Dwa lata temu "Zachęta" złożyła mi propozycję wystawy, którą przyjęłam. Zaproponowała mi to Agnieszka Morawińska i byłam oczywiście strasznie rozemocjonowana, bo "Zachęta" to jest u nas coś naprawdę znaczącego. Jak ona mi to zaproponowała i poprosiła o wybór jakiegoś miejsca, to zaczęłam od najmniejszego, ale później wybrałam największą salę. Zawsze marzyłam o tym, żeby pokazać jeden mały obrazek na białej ścianie. I mam nadzieję, że w Zachęcie to się sprawdzi. Oczywiście będzie ich więcej, bo pokazuję ponad 100 rysunków, ale one są malutkie. Natomiast sala, w której będą prezentowane ma 12 metrów wysokości i 300 powierzchni. Cała wystawa będzie prezentowana w trzech salach. W pierwszej sali będą obrazy i rysunki. W drugiej sali będzie "Nostalgia" - malusieńkie obrazki, właściwie obiekty robione z serwetek z lat 60-tych, 70-tych, do których ja dodawałam coś od siebie, domalowywałam jakiś znak, naznaczałam je sobą. Z dużej sali będzie się przechodziło do środkowej i do ostatniej. Wystawa będzie miała pewną narrację, dającą widzowi poczucie uczestnictwa. W ostatniej sali będzie słychać cały czas moje wiersze czytane przez Bożenę Suchocką. Tam będą też pudełeczka - takie magiczne pudełeczka od zapałek, które robię i w które wkładam to, co zostało po jakichś świętach albo po tym, co się działo. Te pudełka są totemami, czyli pełnią rolę oparcia, czegoś, w co się wierzy. Chciałabym, żeby ludzie chodzili w koło po pierwszej sali, później przechodzili do "Nostalgii" i kończyli przedmiotami i wierszami, czyli przemyśleniami filozoficznymi. I mam nadzieję, że zaczęliby od nowa.

Robisz tę wystawę jako dojrzały twórca, czy to będzie retrospektywa?

Robię ją jako twórca dojrzały, ale ona nie jest retrospektywą, ma pokazać, że twórca jest zawsze w drodze, poszukuje póki może. Ma też pokazać, że sztuka to nie jest zgiełk, to jest skupienie, ma zmusić widza, żeby się skupił, pobył w tym, coś z tego wyniósł. W tej wystawie to wszystko będzie skumulowane poprzez projekt urządzenia jej, jaki zrobił Jarek Kozakiewicz. Jeśli to będzie dobrze wykonane, to naprawdę będzie się wyróżniać, bo to razem stanowi całość, która cię prowadzi, skupia na tym, co jest pokazane. To wszystko ma swój początek i koniec, jest trochę jak książka, którą czytamy.

Zatytułowałaś wystawę "Nostalgia jest gdzie indziej. Rysunki i przedmioty" - skąd ten tytuł i co on dla ciebie oznacza?

Prowadzę ostatnio ożywioną dyskusję z przyjaciółmi, co to jest nostalgia. Niedawno zadzwonił do mnie Piotr Mintzner, który znalazł w encyklopedii z 1904 roku wytłumaczenie pojęcia nostalgia. Jest tam wyjaśnienie nostalgii, jako zlepka dwóch greckich słów "ból" i "powrót".Bardzo mi się to podoba. Bo pomyśl, ból i powrót to jest naprawdę nostalgia. Dla mnie nostalgia jest pamięcią, jak we francuskim rozumieniu tego słowa. I to jest coś twórczego - zatrzymujemy obraz, on wraca i chcemy go przekazać. Jeśli nam się to uda, jeśli ktoś inny chwyci chociaż kawałek tego obrazu i coś dla niego z tego wyniknie, dalej to przetworzy, to wtedy jest to twórcze. To nie jest taka nostalgia, że ja siedzę jako staruszka, zamykam oczy i wspominam w słoneczku, tęskniąc za dawnymi, pięknymi czasami. Dla mnie nostalgia jest twórczym fermentem, bez niej nic by nie powstało, żadna sztuka. Ludzie zaczynają pisać o tym, za czym tęsknili albo co sami przeżyli, czyli o obrazach, które zostały utrwalone. Od tego się zaczyna - z tego się składamy i korzystamy z tego, co jest za nami, co jest mroczne, nieznane nam i gdzieś w nas się znajduje. To wynika z nostalgii bardziej podświadomej.

Jakie rysunki znajdą się na wystawie? Czy, mimo że nie będzie ona retrospektywą, będą tam rysunki z przekroju całej twojej twórczości?

Tak. Pokazuję twórczość od końca lat 70-tych do tego roku. Pokazuję trzy rysunki z cyklu "Gniazda, żeby przedstawić, jak zmieniało się to, co robię - one mają płaszczyznę zrobioną z drobnych elementów, ale już widać, jak będę szła dalej. Następnie przedstawiam "Mastabę",którą narysowałam po śmierci mamy (mastaba to staroegipski grób starszy od piramidy). Potem "Kamienie". Dalej prezentuję okres, który jest najbardziej charakterystyczny dla mnie. Rozpoczął się po podróży do Grecji, kiedy narysowałam "Sen o wyspie".Wtedy, zastanawiając się, jak pokazać pojawienie się i zniknięcie wyspy, zobaczyłam, że świat składa się z punkcików. Później pokazuję trzy rysunki dotyczące stanu wojennego - "Znak", "Ślad" i "Zapis",które się łączą w pewną całość.

Czego oczekujesz od tej wystawy?

Chciałabym, żeby była bardzo oszczędna, żeby postawiła człowieka wobec problemu skupienia, wobec problemu tego, jak żyjemy. Jesteśmy ciągle atakowani - zgiełkiem, kolorem, formą, bezustannie się od nas oczekuje ruchu. Natomiast ja chcę powiedzieć, że najważniejsze jest skupienie i pogodzenie się z sobą i z tym, co widzisz. Trzeba odrzucić ten zgiełk i skonfrontować się z tym, co czujemy, co jest w nas. Jeśli moje prace zrobią takie wrażenie, jeśli ludzie będą się czuli wyciszeni i będą chcieli tam wracać, to będzie dla mnie największa satysfakcja. Chciałabym, żeby ludzie, oglądając tę wystawę, pomyśleli: ja też tak widzę, ja też tak czuję, kiedy patrzę na górę, na niebo.

Na wystawie oprócz rysunków i instalacji pojawiają się twoje wiersze. Czym jest dla ciebie poezja?

Trudno mi jest mówić o poezji, bo nie mam na ten temat wiedzy. Czytam poezję i ona robi na mnie wielkie wrażenie, jest taką księgą, taką Biblią, w której szukam różnych wskazówek.

Wiersze, które piszesz, są czymś bardzo natrętnym - biorą cię i dominują, dopóki się ich nie pozbędziesz. Później jest proces oczyszczania, odejmowania słów, bo tych słów jest za dużo.

Zaczęłam pisać w połowie lat 70-tych i zawsze uważałam, że to jest takie oprócz. Gdy zdecydowałam się wydać tomik "Jest. Jest inaczej",który uważam za najdojrzalszy wybór moich wierszy, to mnie to strasznie dużo kosztowało. Myślałam sobie, że tylu ludzi pisze wiersze, a ja nagle je wydaję i robię promocję. Teraz jest inaczej, bo ludzie bardzo dużo mi dali, rozmawiając ze mną. Widziałam, że te wiersze na nich zrobiły wrażenie. To wszystko było dla mnie bardzo silnym przeżyciem. Tak naprawdę dopiero po roku (książka ukazała się w roku 2002) mogę o tym mówić, nabrałam do tego dystansu.

A czy traktujesz poezję jako pewne uzupełnienie sztuki wizualnej?

Nie. Jako coś zupełnie obok. Zawsze to podkreślam. Chociaż ludzie to często łączą.

No ale przecież sama łączysz to na wystawie?

Łączę to, bo w pewnym momencie się z tym pogodziłam. Nagle zrozumiałam, że jestem całością, nie mogę udawać, że to nie jestem ja. Zrozumienie, że jestem całością, jest moim zwycięstwem. Ale nadal uważam, że nie można zastąpić słowa ruchem pędzla i odwrotnie, bo to jest coś zupełnie innego, co rządzi się innymi prawami, innymi uczuciami, inną pracą.