Nigdzie się stąd nie ruszam

Michał Pol Co powinni wiedzieć mieszkańcy naszej dzielnicy przed Euro 2012? M.in. o tym w rozmowie z nami opowiada Michał Pol, popularny dziennikarz sportowy "Gazety Wyborczej", który równie mocno co piłkę nożną kocha Saską Kępę. Mieszka na niej od urodzenia. I nie zamierza tego zmieniać.

Wybrałeś na miejsce spotkania "Pikanterię", dlaczego?

Bo mam tutaj po prostu najbliżej. Dojście zajęło mi mniej więcej 30 sekund. Mieszkam obok, na ul. Peszteńskiej. Poza tym, skoro mamy rozmawiać o Saskiej Kępie to wstyd umawiać się poza nią. Trzeba promować nasze sasko-kępskie miejsca.

Byłeś tu wcześniej?

Oczywiście, zaliczyłem chyba wszystkie lokale w dzielnicy. Do niektórych wracam częściej, do niektórych - rzadziej. Ale generalnie, jeśli mam gdzieś zjeść poza domem, to wybieram właśnie Saską Kępę. To jest naprawdę bardzo fajne - połączyć kilkunastominutowy spacer z domu z wizytą w okolicznej restauracji.

Ale nie każdy ma taki przywilej. Obecnie mieszkam na Powiślu i mimo tego, że należy ono do ścisłego centrum nie mam tak szerokiego wyboru jak Ty. Wam - mieszkańcom kępy nie przewraca się w głowie od takiego dobrobytu?

Nie. To wielka zaleta, że mamy do wyboru niemal każdy rodzaj kuchni. Od tureckiej po francuską, czy np. taką międzynarodową.

Masz jakieś ulubione lokale?

Na pierwszym miejscu chyba Passe Partout na ul. Zwycięzców, z tym ich ogrodem. Często tam wpadam ze znajomymi. Chociaż jest to droga knajpa. Doceniam też Rue De Paris na Francuskiej. Swoją drogą - kiedyś naprzeciwko moja rodzina miała tam naleśnikarnię. Lubię zajrzeć do Efezu, zwłaszcza jak się trafi na jagnięcinę. Bo nie zawsze ona jest. Te ich szaszłyki… pycha. To prosta, niedroga ale świetna kuchnia.

To był jeden z protoplastów warszawskich kebabowni...

Właśnie, więc tradycje są długie. Dawno, dawno temu chciałem tam kupić sam chleb pita, którego nie było w menu. Można było wziąć go tylko w zestawie z kebabem. Obawiałem się, że się nie uda, ale rozpoznał mnie jeden z pracowników. Dostałem od niego kilka sztuk. Nie musiałem płacić, ale dodał: tylko już więcej w telewizji nie mówcie źle o Fenerbahçe! (turecka drużyna piłkarska - przyp. red.).

Da się wyczuć, że jesteś mocno wrośnięty w Saską Kępę.

Mieszkam tu od urodzenia. Najpierw mieszkałem na ul. Międzynarodowej. Później miałem sześcioletnią przerwę na mieszkanie na Gocławiu, ale gdy tylko nadarzyła się sposobność wróciłem na Kępę.

Do podstawówki i liceum też chodziłeś w okolicy?

Jasne! Chodziłem do podstawówki nr 168 im. Witolda Gomulickiego a do liceum im. Adama Mickiewicza.

Też chodziłem do tego liceum. Udzielasz się w stowarzyszeniu absolwentów?

Nie. Natomiast brałem udział w obchodach 100-lecia szkoły. Napisałem nawet relację z niego. Był też mecz: absolwenci kontra uczniowie. Grałem. Stałem na bramce.

Jak Wam poszło?

Wygraliśmy 5:0.

Czyli zachowałeś "czyste konto" - jak to Wy - komentatorzy piłkarscy mawiacie?

(Śmiech) Tak, chociaż powodów do radości mieć nie można. Bo fakt, że polegli z nami niezbyt korzystnie świadczy o kondycji fizycznej młodego pokolenia.

Może nie mają tutaj gdzie ćwiczyć poza szkołą?

To fakt. Na Saskiej Kępie powinno coś być. Za moich dziecięcych i młodzieżowych czasów było tutaj wiele boisk, które teraz zostały zabudowane. Dziwi mnie to, że taka dzielnica nie ma swojego Orlika. Zresztą pamiętam jak można było tu spotkać tłumy dzieciaków latających na dworzu. Sam byłem jednym z nich. Graliśmy w piłkę, bawiliśmy się w wojnę. Teraz tego po prostu nie ma. Dzieciaki siedzą w domu, przed komputerem. Nikt się nie integruje, nikt nikogo nie zna… Zresztą widzę to po moim nastoletnim synu. On też nie jest tak "aktywny" jak moje pokolenie. Podsumowując - przydałoby się jakieś miejsce dla nich. Mi najbliższa jest piłka nożna, więc nie obraziłbym się o ogólnodostępne, dobrze przygotowane boisko.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.