Jest takie przejście

Trzynaście obiektów zabytkowych, wspaniałe przedwojenne wille, dawna pracownia Stanisława Sikory i domy wybitnych mieszkańców (z Teresą Roszkowską na czele) - uroków niezwykłej ulicy Obrońców nie trzeba chyba nikomu z Saskiej Kępy przedstawiać. Nie każdy jednak wie, że nie kończy się ona na wysokości kościoła, ale zmienia nieco swój charakter, pozwalając pieszym dojść aż do ulicy Niekłańskiej.

Taką możliwość zapewnia m.in. niepozorne przejście wzdłuż ogrodzenia kościoła. Codziennie przechodzą tędy np.. osoby zmierzające na przystanek "Stacja Krwiodawstwa" lub postój taksówek, krwiodawcy udający się do Regionalnego Centrum Krwiodastwa i Krwiolecznictwa, właściciele psów ze swoimi czworonogami, etc. Przejście ma tę niewątpliwą zaletę, że można z niego korzystać o każdej porze dnia i nocy (teren kościoła, co całkowicie zrozumiałe, jest zamykany po zmroku). Przejście nie jest jednak pozbawione wad. Wie o tym każdy komu zdarza się pokonywać tę drogę w czasie lub po deszczu albo w dniach odwilży.

Ponad rok temu stwierdziłem, że warto zainteresować tym problemem odpowiednie służby. Dzięki osobom z portalu saskakepa.waw.pl dowiedziałem się, że najlepszym rozwiązaniem będzie nawiązanie kontaktu z dowolnym radnym dzielnicy Praga Południe. Szybko okazało się, że skierowanie tej sprawy na drogę formalną nie jest żadnym problemem – służą do tego np. interpelacje (polecam tę stronę w Biuletynie Informacji Publicznej). Interpelacja w tej sprawie została zgłoszona w dniu 14 listopada 2012, a następnego dnia potwierdzono jej wpłynięcie. Po około dwóch tygodniach pojawiła się odpowiedź, w której poinformowano o przekazaniu sprawy do Dyrektora Zarządu Gospodarowania Nieruchomościami. Właściwa odpowiedź nadeszła po kolejnych dwóch tygodniach. Niestety nie była to dobra wiadomość.

Dowiedziałem się, że w międzyczasie (3 grudnia) odbyła się wizja lokalna, przeprowadzona przez służby techniczne Administracji Nieruchomości, które stwierdziły, że przejście "znajduje się […] w dostatecznym stanie technicznym, nie zagrażającym życiu i zdrowiu przechodniów". Niewątpliwie – stan chodnika nie jest katastrofalny, jak na stan chodników na Saskiej Kępie powiedziałbym, że jest nawet dobry. Problemem jest jednak to, że jest notorycznie zalewany. Wbrew temu, co napisano w odpowiedzi ("problem kałuż i zalewania przejścia może występować tylko przy wyjątkowych opadach") sytuacja ta powtarza się bardzo często. Występuje każdej zimy podczas odwilży oraz po niemal każdym deszczu w czasie całego roku. Ponieważ mieszkam niedaleko przejścia i sam często z niego korzystam postanowiłem wykonać dokumentację fotograficzną, która pokazuje na czym dokładnie problem polega.

Jak widać płyty chodnikowe są w przyzwoitym stanie. Jednak mimo tego, że chodnik nie podlega szczególnym obciążeniom, to po wielu latach eksploatacji przyszedł czas na to, by go poprawić. Podejrzewam, że w większości miejsc wystarczy nieco podnieść płyty, podsypać trochę piachu i ułożyć je ponownie. Trzeba przy tym zadbać, aby docelowo woda spływała z chodnika na skwer, a nie ze skweru na chodnik, tak jak dzieje się to obecnie. Być może warto też oddzielić chodnik od skweru krawężnikiem lub wykonać nawet płytki rów odprowadzający wodę. Tak czy inaczej nie wydaje mi się, by były to działania wymagające szczególnych nakładów finansowych (choć z odpowiedzi wynika, że "przeprowadzenie prac związanych z odwodnieniem terenu byłoby inwestycją bardzo kosztowną"). Choć mogłaby to być także okazja, by chodnik na całym odcinku ujednolicić (obecnie są tam przynajmniej dwa rodzaje płyt oraz fragment pokryty asfaltem).

Obecnie przejście sprawia wrażenie miejsca zaniedbanego. W okresie zimowym 2012/2013 było odśnieżane bardzo rzadko. Czasami służby ograniczały się do posypywania go piachem, także wtedy gdy nawierzchnia była tylko zaśnieżona, a nie oblodzona, a temperatura powietrza była dodatnia. Co więcej – po stopnieniu śniegów w ciągu następnych dni nikt chodnika nie zamiótł, przez co po każdym deszczu chodnik pełen był mokrego piachu, co widać na zdjęciach z 14 kwietnia 2013. Był to swoisty ewenement, gdyż inne miejsca w okolicy dawno już zostały po zimie posprzątane. Jestem jednak przekonany, że tak dalej być nie musi. Nie wierzę, by w dzielnicy, która na remont Placu Szembeka przeznaczyła 22 miliony złotych brakowało funduszy na skuteczną naprawę jednego chodnika. A może i posadzenie kwiatów i postawienie kilku ławek na sąsiednim skwerze? Ulica Obrońców naprawdę na to zasługuje.



Tadeusz Rudzki


Mini Galeria