Inne Święto Saskiej Kępy

fot: ŁADna Kępa

Nie jest tajemnicą, że tzw. "Święto Saskiej Kępy" budzi wśród mieszkańców skrajnie różne odczucia. Z perspektywy czasu można zaryzykować stwierdzenie, że o ile pierwsza edycja (2006) była przyjęta dość życzliwie i wiązała się z nadziejami na to, że na Saskiej Kępie zagości ciekawe wydarzenie cykliczne, o tyle każda następna edycja powtarzała pewne błędy, aż w końcu doszliśmy do momentu, w którym znaczna część mieszkańców do "Święta" w obecnej formule jest zniechęcona. Znamienne, że niektórzy zaczęli nazywać je nie "Świętem Saskiej Kępy" a "Świętem na Saskiej Kępie", podkreślając tym samym chłodny dystans wobec tej inicjatywy.

Główne zarzuty wobec dotychczasowej formuły "Święta":


  • Brak koncepcji i myśli przewodniej - niestety od kilku lat "Święto" każdego roku wygląda bardzo podobnie, ale nadal nie wiadomo o co w nim chodzi. Ciężko mieć pretensje do ludzi zaangażowanych w występy, ale wystarczy rzut oka na fotorelację z 2012 roku, by stwierdzić, że jest tu duży chaos. Wiele mówi najwyżej oceniony komentarz: "to jest jeszcze święto saskiej kępy czy multikulturalny festyn dla ludu?". Parada automobili, obwarzanki, Górale, Bractwo Kurkowe, futbol amerykański, Wydział Rzeźby ASP, kramy jak na jarmarkach w miejscowościach uchodzących za "turystyczne", Indianie, pegazy (skąd te pegazy?!), kolumbijscy tancerze, a na zakończenie Jacek Łaszczok "Stachursky". Dużo, różnorodnie, ale czy są to elementy mające ze sobą związek i czy wszystko to służy jakiemuś wspólnemu celowi?

  • Zbyt mało czynnika lokalnego - zdecydowanie zbyt mało wydarzeń związanych stricte z Saską Kępą. Takie wydarzenie mogłoby być okazją do pokazania realnego bogactwa tej części miasta - historii, ludzi, ducha. Informacje od szefa Stołecznej Estrady, że zgłaszali się do niego burmistrzowie innych dzielnic z prośbą o zorganizowanie podobnego wydarzenia jest w zasadzie tylko potwierdzeniem, że wydarzenie w obecnej formule mogłoby odbyć się niemal wszędzie, bo nie ma ono oparcia w drzemiącym na Saskiej Kępie lokalnym potencjale.

  • Charakter i sens wydarzenia - wydaje się, że warto zastanowić się, czy tego rodzaju przedsięwzięcie winno koncentrować się głównie na imprezach o charakterze rozrywkowym, tak jak de facto jest w tej chwili. Tymczasem można by przecież połączyć przyjemne z pożytecznym, tak aby rozrywka ta czemuś służyła, np. pogłębianiu wiedzy na temat własnego otoczenia, angażowaniu w sprawy lokalnej społeczności, budowaniu postaw obywatelskich, etc. Jak dotąd ambitniejsze projekty odstawiane są na boczny tor i można odnieść wrażenie, że króluje w tym wszystkim bezrefleksyjna rozrywka w jarmarcznej atmosferze.

  • Finansowanie - dla przykładu - w 2011 roku koszt całej imprezy wyniósł ok. 450 tys. PLN. Nie jest to kwota oszałamiająca, jednak w sytuacji, gdy często brakuje środków na podstawowe remonty, warto zastanowić się, czy faktycznie nie warto poszukać formuły niewymagającej tak znacznych nakładów.

  • Zmiany w organizacji ruchu - zwykle "Święto" - choć formalnie zaczyna się ok. 13.00-14.00 powoduje komplikacje w ruchu samochodowym już od poprzedzającego go wieczora. Są to zwykle utrudnienia większe i trwające dłużej niż w czasie organizacji imprez na Stadionie Narodowym, a co istotne - najmocniej dają się we znaki chyba właśnie mieszkańcom Saskiej Kępy.


Jako punkt wyjścia do dalszej dyskusji chciałbym przedstawić kompletnie inną wizję Święta Saskiej Kępy. Poniższe propozycje odnoszą się zarówno do kwestii organizacyjnych, jak i programowych, ale i do charakteru całej imprezy. Przede wszystkim uważam, że naprawdę nie warto kontynuować tego wydarzenia w obecnej formule. Należy raczej skorzystać z drzemiącego na Saskiej Kępie potencjału, pobudzać go i rozwijać. Imprez masowych jest w Warszawie bardzo dużo i skrócenie ich listy o jedną pozycję nie wzbudzi żalu.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.