5 pytań do… Saskich Trykotów

Saskie Trykoty to właśnie oni. Trzy osoby mieszkające przy ulicy Saskiej 99. Wymyślili, wdrożyli i zaistnieli dzięki oryginalnej koncepcji ubierania drzew. O narodzinach idei i kolejnych planach opowiadają Asia, Kinga i Karol. Pośrednio grupę tworzą też fani podrzucający pod płot materiały do dziergania.

Irmina: Jak narodziła się idea?

Asia: Pewnego mglistego poranka, szykując się do pracy usłyszałam w radiu o ubieraniu drzew. Obejrzałam zdjęcia w internecie i temat zakotwiczył w mojej głowie na dobre. Opowiedziałam o pomyśle Kindze - sąsiadce, błysk w jej oczach potwierdził, że trafiłam w dziesiątkę. Chwilę potem do ekipy dołączył Karol. Z czasem dowiedzieliśmy się więcej o yarn bombingu (dosł. „bombardowanie włóczką”), nurcie polegającym na pokrywaniu dzianinami drzew, przedmiotów, czyli elementów przestrzeni miejskiej. U jego podstaw leży dążenie do ocieplenia „klimatu” miasta. Akcja „Saskie Trykoty” powstała z takiej właśnie potrzeby – ożywienia otoczenia naszej kamienicy, która wciąż czeka na generalny remont.

Kinga: Włóczkonatarcie znałam w teorii. Jeśli chodzi o działanie, pomyślałam że przedsięwzięcie jest za trudne, za duże i niekoniecznie akceptowalne społecznie. Kiedy Asia zapytała co myślę o kolorowych pniach ucieszyłam się, że ktoś wydepcze dla mnie ścieżkę. Asia jest architektem krajobrazu, więc nie miałam wątpliwości, że wie co robi. I tak właśnie było, widząc że ona może i ja nabierałam wiary we własne siły

I: Z jakimi spotykacie się reakcjami? Co na to mieszkańcy? Jakie głosy przeważają?

Razem: Zdobyliśmy uznanie artystycznej społeczności Saskiej Kępy, wzbudziliśmy zainteresowanie lokalnych serwisów internetowych oraz znaleźliśmy się w przewodniku Warsaw Insider’a – jako atrakcja turystyczna naszej dzielnicy. Ostatnio wspomniano o nas w Teleekspresie! Rosnąca popularność akcji spowodowała, że założyliśmy własną stronę internetową – mamy już ponad 200 fanów, co daje nam nadzieję, że idea wyjdzie poza ulicę Saską i opanuje całą Polskę.

Asia: najbardziej lubię reakcje przechodniów kiedy ubieramy drzewa - uwielbiam historie które wymyślają rodzice w odpowiedzi na pytania dzieciaków "a po co to jest?". Pomysły rodziców bywają arcyzabawne.

Kinga: Spontaniczne i szczere reakcje dzieci, opanowane zerknięcia dorosłych, którzy już przecież nie takie dziwactwa widzieli i smartfonowe zdjęcia na szybko, prosto z kieszeni, bo nie wiadomo czy można, wypada. Zalecałabym wejście za siatkę, otwarte błyskanie fleszem, głaskanie pnia i obejrzenie szwów. Ciekawość to dobra rzecz, właściwa dzieciom i otwartym głowom. Martwi mnie natomiast znikanie co jakiś czas elementów poza ogrodzeniem, czyli czapek na kulki wieńczące słupki. Taka dzianina jest zupełnie nieprzydatna, włóczki tam za mało choćby na jedną rękawiczkę dla dwulatka, więc po co zrywać?

Karol: Podczas zbierania podpisów pod petycją popierającą projekt spotkaliśmy się z bardzo życzliwym podejściem i ogromnym zainteresowaniem. Ludziom zależy na tym by Trykoty wciąż trwały i się rozwijały. Obserwowanie rodzin z małymi dziećmi zatrzymujących się i podziwiających drzewka sprawia wiele satysfakcji.

I: Czy jesteście przekonani, że wasza inicjatywa jest w 100% ekologiczna?

Razem: Zasięgnęliśmy opinii dendrologa, że z punktu widzenia przyrodniczego przedsięwzięcie nie jest szkodliwe dla drzew i krzewów: w suchym klimacie dużego miasta takie osłony mogą wręcz chronić przed przegrzewaniem się pni i uciekaniem wody. Z kolei zimą i wczesną wiosną mogą one chronić drzewo przed mrozami i gwałtownymi zmianami temperatur między słonecznym dniem a mroźną nocą. Osłony są też rozciągliwe, ażurowe więc nie duszą roślin.

Kinga: Akcja jest proekokologiczna choćby dlatego, że dajemy niemodnym swetrom i starym szalikom drugie życie.

Karol: A kto wie, może propagujemy też trendy w modzie. Bo kto nie chciałby ubierać się tak, jak nasze bzy?

I: Czy planujecie kolejne akcje tego typu?

Razem: Mamy głowy pełne nowych pomysłów. Podejmujemy też działania spontaniczne - jak na przykład tematyczne ubieranie główek słupków przy bramie posesji - ostatnio była to czapka mikołaja. Kiedy przez kilka tygodni na słupkach znów nie było czapeczek - nasi fejsbukowi fani czuli się nieswojo i dopytywali o następne. Poza tym chcemy kontynuować akcję zarówno na posesji jak i poza nią - jesteśmy w trakcie przygotowań do warsztatów trykotowych.

I: Czy macie problemy formalne, np. z władzami dzielnicy?

Razem: Pojawiła się jedna jedyna skarga do władz miejskich. Sprawa jest w toku, musieliśmy odpowiedzieć na pismo z urzędu. Jak to często bywa- nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - przygotowując pismo spotkaliśmy się z zainteresowaniem fantastycznych ludzi i stowarzyszeń. W petycji popierającej nasz projekt zebraliśmy 114 podpisów - gotowość wsparcia zgłosiło dużo więcej osób, ale gonił nas czas, więc musieliśmy podjąć decyzję o zamknięciu listy.

Kinga: Nie wiemy co będzie się działo gdy oddalimy się od ogrodzenia. To co dla jednych jest sztuką dla innych będzie aktem wandalizmu, ale przecież Banksy też to przerabiał.

Karol: Zależy nam na informowaniu ludzi, że yarn-bombing jest nieszkodliwy dla przyrody i w pełni odwracalny. Z tą świadomością mieszkańcom i władzom łatwiej będzie spojrzeć na tę działalność przychylnie. Ta jedna skarga wobec reszty pozytywnych głosów wygląda na wyjątek potwierdzający regułę.

I: Dziękuję i powodzenia!

Saskie Trykoty znajdziecie na facebooku.